Duńczycy wiedzą, jak sobie dogodzić.

Życie w najszczęśliwszym kraju świata zobowiązuje…

Ale, co czyni Danię najszczęśliwszym krajem świata, a Duńczyków najszczęśliwymi jej mieszkańcami?

Może lepiej zacząć od pytania, czym szczęście w ogóle jest? Badania nad „szczęściem”, prowadzone od wielu lat przez badaczy na całym świecie, nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Wiadomo na pewno, że to, co powoduje i sprawia, że ludzie są szczęśliwi, to satysfakcjonujące życie.
A tak się składa, że w Danii wiele ludzi prowadzi życie co najmniej satysfakcjonujące, z „drobną” pomocą Państwa.
Welfere model, czyli Państwo opiekuńcze, z którego Duńczycy są bardzo dumni (przy okazji prawie każdych zajęć szkolnych, w których uczestniczyłam, czy to
z antropologii, socjologii czy ekonomii wątek Państwa Opiekuńczego zawsze był poruszany), ma wiele zalet.
Studenci na przykład.



Każdy student w okresie 6 lat studiów (wliczony jest w to tzw. gap year, który jest tak samo popularny, jak w Polsce nie jest), otrzymuje od Państwa pensję około 2 tysiecy złotych miesięcznie, niezależnie od tego, jakie ma oceny. Dodatkowo w czasie studiów, na 3 roku, każdy ma możliwość wziąć półroczną „przerwę”, podczas której może studiować zupełnie coś innego. Jako studentka antropologii, na pół roku, mogłabym się zamienić w studentkę architektury na przykład. Nie wspominając już o możliwościach staży, stypendiów itd… Mówiąc w skrócie - możesz robić, co tylko zechcesz.
Bezrobotni z kolei.
Tracisz pracę? Nie ma problemu. Przez następne 4 lata Państwo będzie Ci wypłacać 90% pensji, która otrzymywałeś.
Rodzice.
Roczny płatny urlop macierzynski. Bardzo popularne urlopy tacierzyńskie.
Do tego dochodzi bezpłatna służba zdrowia, przedszkola i oczywiście bardzo wysokie podatki. Najniższy to 47%, najwyższy nawet 67%… I to z czego Dania może być również bardzo dumna, czyli najmniejsza różnica w zarobkach warstwy najbiedniejszej i najbogatszej.
Czyli, wszyscy jesteśmy tak samo dobrze sytuowani, mamy tak samo dużo możliwości, podobną pensję i nawet styl ubierania. Mamy również (Bogu dzięki), takie miejsce jak Christiania, która jest schronieniem dla wszystkich odmieńców i kolorowych ptaków, którzy są akceptowani, ale lepiej, żeby byli za murem odmienności.
Ale wracajac do tego szczęścia… Pomijając wspierające Państwo, które daje poczucie totalnego bezpieczeństwa i zabezpieczenia, to co pomaga Duńczykom być jeszcze szczęśliwszym, to jest ich mentalność… Otóż, jak na jednym z wykładów zdradził nam Pan Profesor, który całe swoje zawodowe życie poświęcił badaniom nad mentalnością duńską - to co sprawia, że Duńczycy są tak szczęśliwi, to ich małe oczekiwania wobec życia. Jak próbował nam to zobrazować najlepiej, wyobrażając sobie skalę marzeń… to o czym marzymy jest na wyciągnięcie ręki, a nie gdzieś hen, hen poza naszymi możliwościami… Czyli innymi słowy, oddajmy się marzeniom, ale tylko takim, które mają szansę się spełnić…



Kolejna cecha, która myślę, że może być pomocna w większym odczuwaniu przyjemności – to jest duńska, naturalna cecha bycia totalnie wyluzowanym. I co za tym idzie – powolnym. Chodząc, a raczej głównie mknąc po ulicach Kopenhagi, na mojej Julii (rowerze), nie raz odnoszę wrażenie, że tutaj wszystko dzieje się dwa razy wolniej niż w Warszawie. W kawiarnii, na przykład zamawiając kawę, musisz być przygotowanym na to, że będziesz obsługiwany przez osobę, która zanim zrobi Ci kawę, nie śpiesznie umyje brudne naczynia, dokończy jeść lunch i napisze smsa. Oczywiscie wszystko z uśmiechem na twarzy i ogromną uprzejmością. Nie ma, co się śpieszyć. Czekasz długo? Pogadaj z ludźmi z kolejki.
Przy okazji wiosny, odkryłam kolejną namiętność Duńczyków. Słońce. Kochają się grzać, opalać, czytać, jeść, całować się, spać na kawałku zieleni w promieniach słońca oczywiście. Są w tym tak zacięci, że nawet jak nie jest ciepło, jak wieje wiatr (a na ogół wieje konkret), ale mają kilka promyków, od razu wskakują w krótkie spodenki, przywdziewają „ray-bany” (wszyscy te same, jak jeden brat) i się grzeją (albo tylko udają), opalają, czytaja, jedzą, całują, itd… na skrawku trawy!
Kończąc… gdy się wszystkie powyższe składniki wrzuci do jednego worka, dokładnie wymiesza i na końcu dobrze zwiąże (tak, żeby nie dopuścić do środka za dużo imigrantów i elementu obcego), można otrzymać coś na wzór krainy miodem i mlekiem płynącej…

Ot, takie idealne duńskie pudełeczko.

Zdjęcia trochę przypadkowe, ale gwarantuję, że wykonane zostały w 100% poczuciu szczęścia…
Miłego poniedziałku ♥